Szukaj

niedziela, 8 stycznia 2012

KB#27 Osobowość postaci

Postać osobowości



Do tematu pozwolę sobie podejść przewrotnie lub, jeśli ktoś woli, od dupy strony.

Postać i jej rolę w grze, a przez to jej osobowość, można postrzegać dwojako.

Pierwszy sposób to traktowanie bohatera jako namiastki prawdziwej osoby, z jej cechami charakteru, nawykami, etc. Przy takim podejściu tworzy się postać i wsadza w świat gry, ciesząc się wynikami ich zderzenia. Zależnie od tego, jakim człowiekiem jest postać, różnie zareaguje na wydarzenia w fikcji, różnie  wpłynie na ich wynik. W dalszej części tekstu, to spojrzenie będę nazywał spojrzeniem A.

Drugim podejściem jest traktowanie postaci jako swojego rodzaju wtyczki, łącznika ze światem fikcji. Patrząc w taki sposób, charakter bohatera zależy ściśle od tego, jak wydarzenia mają się rozwijać zdaniem gracza, jak gracz chce kształtować fikcję. W dalszej części tekstu, to spojrzenie będę nazywał spojrzeniem B.

*

Kiedy zaczynałem zabawę z erpegami, spojrzenie A było dla mnie wpisane w założenia tej rozrywki. Erpegi były odgrywaniem postaci w zderzeniu z symulacją świata przedstawionego. Z tym spojrzeniem na postać miałem dwa zasadnicze problemy.

Pierwszy to zgodność mechanicznego opisu bohatera z jego koncepcją. W zasadzie każda mechanika erpegowa wprowadza jakiś system balansowania postaci -względem innych postaci i względem świata. Jako że zaczynałem swoja erpegową przygodę od dedeków w edycji trzeciej, wcześniej grając w ceerpegi, oczywistym było dla mnie, że postać definiuje się wpierw poprzez jej rolę w drużynie, a następnie dopiero przez jej osobowość. I tu właśnie, na styku balansu i hierarchii definicji, pojawiał się pierwszy zgrzyt.
Wojownik musi być sprawny i bitny, co wymusza maksowanie fizycznych atrybutów kosztem innych. U magika sprawa wygląda odwrotnie. Po uwzględnieniu wymagań profesji, możliwości kształtowania osobowości postaci są mocno ograniczone.

Ciężko stworzyć błyskotliwego wojownika, który do przemocy ucieka się, gdy inaczej nie może postawić na swoim. Niełatwo wykreować maga osiłka, który lekceważąco podchodzi do magii, bo zawsze może po prostu przyjebać w ryj. Te nietypowe dla klasy zachowania, jeśli mają być skuteczne, muszą się negatywnie odbić na sprawności postaci w jej defaultowej dziedzinie. Coś kosztem czegoś.
Konieczność kompromisu była strasznie irytująca.

Drugim problemem było odgrywanie postaci o innym niż mój charakterze, osobowości, w sytuacjach nietypowych (nie będących dla mnie osobiście normą, zwyczajnością). Nie jestem aż tak błyskotliwy, jak chciałbym być postrzeganym, więc niełatwo było mi na szybko improwizować zachowania postaci tak, żeby miały sens i były zgodne z założeniami. Zazwyczaj powodowało to albo odchodzenie od założeń, albo głupie z punktu widzenia świata zachowania postaci -coś w stylu zbuntowanego nastolatka, albo też w końcu przestoje w grze -przerwy na rozważenie tego, jak postać powinna się zachować.
Nie jestem, w przeciwieństwie do większości z Was, idiotą, więc i w przeciwieństwie do Was, odgrywanie takowego nie przychodzi mi łatwo. Nie jestem też, znów -w przeciwieństwie do większości z Was, kaleką socjalnym, więc odgrywanie nieśmiałości czy kompromitujących zachowań nie było bezbolesne. Nie jestem też oczywiście zarozumiałym bucem, w przeciwieństwie... no, resztę sobie dośpiewajcie.
Nie lubię też działań postaci, które z jej punktu widzenia, byłyby debilne. Tak samo nie cierpię przestojów, dłużyzn w grze, kiedy to totalnie siada klimat i atakuje nuda.

Do tego wszystkiego z czasem doszedł i trzeci, decydujący, problem z podejściem A: odgrywanie poprzez "aktorstwo" nie sprawia mi żadnej przyjemności. To znaczy sprawia, ale nie na trzeźwo -zupełnie jak taniec.
Coraz częściej zacząłem przechodzić do odgrywania w formie opisu, co postać mówi czy robi, oraz jak to wygląda. Zamiast spinać poślady i robić miny, zmieniać głos, gestykulować jak Żyd na geszefcie, wolę po prostu opowiedzieć, że postać "mówi, że..." np. "chłodnym, groźnym głosem, marszcząc brwii i krążąc dłońmi w okolicy bioder" (wiem, co sobie pomyśleliście, aseksualni marzyciele -ale ni chuja, przykład dotyczy rewolwerowca).

*

Z czasem uświadomiłem sobie, że erpegach najbardziej jara mnie wspólne spędzanie czasu ze znajomymi na kreowaniu fajnych historii, sytuacji. Przestałem grywać z ludźmi, do których nie czuję sympatii (więc sobie ze mną nie pogracie), i z nieznajomymi.
Zdałem sobie także sprawę z tego, że świat czy postaci nie mają dla mnie wartości samej w sobie. Są jedynie narzędziami do osiągnięcia celu.

W związku z tym odszedłem od zakładania, jaka postać jest, na rzecz robienia fajnych rzeczy i odpowiedniego, już po fakcie, interpretowania tych rzeczy przez pryzmat moich wyobrażeń o postaci. Przecież tak naprawdę zarówno akcje zgodne z archetypem bohatera, jak i te archetypowi obce przyczyniają się tak samo do jego ufajnienia. Ktoś mądry powiedział, że zawsze znajdzie się filozofia usprawdiedliwiająca tchórzostwo (w przypadku erpegowców -nieudolności wszelakie). Ja mówię: zawsze znajdzie się teoria usprawiedliwiająca dowolne prowadzenie postaci.

Zresztą kogo to obchodzi? Jeśli tylko najbardziej nawet przeciwne wyobrażeniu bohatera akcje spowodują ciekawy rozwój wydarzeń, to nikt nie będzie miał pretensji. A jeśli ktoś będzie chciał się przyczepić (jak to erpegowcy mają w zywczaju), to i tak znajdzie powód -jebać go, mówię.

Takie podejście ma też tę niekwestionowaną zaletę, że zdejmuje z prowadzącego obowiązek kreowania sytuacji, które będą wyzwaniem dla systemu wartości wyznawanego przez postać, skłaniając graczy do aktywniejszego udziału w kreowaniu całokształtu wydarzeń.
Nieraz spotykałem się z graczami, którzy przychodzili na sesje z nastawieniem "zrobiłem łaskę, pojawiłem się, więc teraz zabaw mnie, mistrzu gry". Nikomu takich ameb nie życzę, więc i sam staram się być graczem samograjem.

*

Nieważne, co Ty możesz zrobić dla postaci -ważne, co ona może zrobić dla Ciebie.

6 komentarzy:

  1. Dobre. Coś czuję, że Twój blog szybko dołączy do RRSa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki. Nie spodziewaj się jednak częstych aktualizacji, szkoda RSSa. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sam Przewodas by się nie powstydził takiego jechania po czytelniku.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam podobne odczucia. Nie lubię z góry za bardzo zakładać, jaka ma być postać, bo i tak na sesji wychodzi to później rożnie.

    Ach, i blog założony dla jednego wpisu. Szkoda trochę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Borejko kazał pisać, to i pisałem. :)
      Nie grywam już w erpegi od dobrych dwóch lat, więc i nie mam o czym pisać.

      Usuń